Skąd się to bierze?

Jeśli mam kamień w bucie i nauczę się tak stawiać stopę, żeby nie czuć ucisku, niestety na skutek nierównej postawy zaczną boleć mnie stawy, mięśnie i z czasem trudno będzie stwierdzić, co jest faktycznym źródłem cierpienia. Masaże i fizjoterapia na chwilę pomogą, ale cierpienie będzie wracało. Gdy wnikliwie przyjrzymy się postawie, łatwiej będzie zobaczyć i zrozumieć, że problem zaczyna się tam, gdzie nadal tkwi kamień, a rozprzestrzeniony ból przejdzie na dłużej dopiero po usunięciu go i odpowiednich ćwiczeniach.


Niejednokrotnie osoby, z którymi pracuję, zachęcam do kontaktu z diagnostami ADHD i/lub PTSD. Szerokie spojrzenie na drugiego człowieka, poszukiwanie, dociekanie i właściwe rozpoznanie wydają się być podstawą do podjęcia wartościowej pracy z osobą z uzależnieniem. Z moich obserwacji wynika, że dopiero całościowe zobrazowanie tego, czego człowiek doświadczył w życiu od najmłodszych lat, pozwala na właściwy dobór oddziaływań terapeutycznych, które mogą faktycznie pomóc odnaleźć spokój i niejednokrotnie chęć do życia z poszanowaniem uczuć, potrzeb i możliwości. Ograniczanie się jedynie do pracy z uzależnieniem, bez szerszego kontekstu historii ludzkiego życia jest pracą niepełną, niedopasowaną do rzeczywistych potrzeb i trudności.

Z CZYM DO DRUGIEGO CZŁOWIEKA W GABINECIE?
Zacznijmy od próby uchwycenia samego nastawienia do osoby, która przychodzi do gabinetu w jakimś kryzysie. W tym momencie najważniejszy jest szeroko pojęty szacunek. Otwartość na to, o czym i w jaki sposób ten człowiek opowiada. Podczas rozpoznania zaburzenia związanego z używaniem substancji psychoaktywnej początkowo otrzymujemy informacje, kiedy i co człowiek przyjmował, na przestrzeni jakiego czasu i w jakich ilościach. To podstawowe informacje pozwalające zakwalifikować go do leczenia w ramach programu terapii uzależnienia. Ten trudny moment uznania, że zbyt wiele spraw wymknęło się spod kontroli, a dominującym działaniem stało się przyjmowanie substancji, stanowi pierwszy krok do podjęcia działań w kierunku zmiany na lepsze. Najczęstsze uczucia towarzyszące w tym czasie pacjentowi to brak nadziei, poczucie winy, lęk, złość, dezorientacja, wstyd itp. To, co zdaje się być najważniejsze w takich okolicznościach, to przyjęcie przez terapeutę człowieka z jego cierpieniem, akceptacja, brak oceny, troska i życzliwość. Taka postawa pozwala na rozpoczęcie budowania relacji terapeutycznej, która ma stanowić podstawę do dalszej, wspólnej pracy. Wypracowanie zaufania i poczucia bezpieczeństwa w relacji z terapeutą pozwala człowiekowi w kryzysie na doświadczenie poczucia ulgi i oparcia, a tuż za tym pojawić się może nadzieja na to, że zmiana jest w ogóle możliwa, a za nią odwaga do podjęcia działania. Sama w sobie nadzieja podparta opracowanym planem zdrowienia powinna skutkować określeniem celu, jaki człowiek chce osiągnąć. Mając wyznaczony cel, wiemy, dokąd kierować kolejne kroki. Koncentrując się na rozpoznawaniu uczuć, łączeniu ich z zaistniałymi sytuacjami i odczytując potrzeby, jakie za sobą niosą, coraz łatwiej jest poruszać się w codzienności i coraz trafniej odczytywać przyczynowo skutkowość. To z kolei pozwala na podejmowanie coraz trafniejszych działań pozwalających przybliżać się do celu. Z czasem człowiek wyraźniej rozumie, co się z nim dzieje i dlaczego. W miarę wydłużania się okresu niepicia, praktykowania uważności, rozpoznawania i nazywania uczuć powstaje swego rodzaju instrukcja obsługi siebie.

W GĄSZCZU PYTAŃ…
W trakcie nabywania bardziej precyzyjnych i adekwatnych sposobów odczytywania swoich uczuć, potrzeb i możliwości do podjęcia działania bardzo często odkrywamy, że niektóre reakcje na różne bodźce zewnętrzne i wewnętrzne wydają się jednak nieadekwatnie nasilone lub przeciwnie, ledwo zauważalne. Pacjenci rozumowo oceniają sytuacje jako bardzo ważne lub nieważne i jednocześnie dostrzegają, że ich przeżywanie emocji jakby nie pasuje. Tu rodzi się bardzo ważne pytanie, które wielokrotnie zadajemy sobie lub pacjentowi „O czym to jest?”. Dlaczego zwykłe, z boku wydawałoby się, neutralne doświadczenie przeżywane jest tak silnie, a intensywne doświadczenie prawie nie wywołuje
emocji? I tutaj pojawia się cały wachlarz kolejnych pytań. A co, jeśli dana reakcja emocjonalna lub jej brak wiąże się z traumatycznym doświadczeniem z przeszłości, które jakby „nadal szuka ujścia, ale nie zna właściwego adresu”? A co, jeśli mamy do czynienia ze specyficzną budową układu nerwowego, który poprzez swoją niestandardową konstrukcję, otoczony charakterystyczną jedynie dla siebie gospodarką hormonalną i możliwościami, reaguje na sytuacje w sposób dla siebie naturalny, a tak bardzo nieadekwatny dla innych? Tego rodzaju obserwacje, że pomimo wiedzy na temat uzależnienia i nabywaniu narzędzi pomagających radzić sobie w sytuacjach kryzysowych człowiek nadal cierpi
i czuje się nieadekwatny, skłaniają do dalszych poszukiwań i zadawania pytań „Z czego to wynika?”, „Skąd to się bierze?”, „Dlaczego nie wystarczy wiedzieć, żeby podejmować działania, które dany człowiek rozpoznaje jako korzystne?”, „Dlaczego nadal pije, skoro wie, że to zagraża?”.

MAMY TO!
W tym miejscu przechodzę do najważniejszej refleksji tego artykułu. Czy da się pomóc człowiekowi z uzależnieniem, który doświadcza stresu pourazowego (PTSD) bez wnikania w jego historię? Czy da się pomóc człowiekowi z ADHD bez doprecyzowania tego faktu? I w końcu, czy da się pomóc drugiemu człowiekowi bez doprecyzowania czy jego teraźniejsze trudności życiowe nie wynikają po części z ADHD lub PTSD? Być może PTSD wiąże się bezpośrednio z ADHD, a uzależnienie jest tylko tego efektem? ADHD, traumy i uzależnienia to trzy obszary, które znacząco wpływają na psychologiczne zdrowie człowieka. ADHD, czyli zaburzenie deficytu uwagi z hiperaktywnością, stanowi specyficzną kondycję neurobiologiczną, która przejawia się trudnościami z koncentracją, impulsywnością i nadmierną aktywnością. Trauma z kolei jest zdarzeniem, które przekracza zdolności radzenia sobie człowieka z daną sytuacją i może pozostawić trwały ślad. Zaburzenia używania substancji psychoaktywnych natomiast mogą stanowić sposób ucieczki od trudności emocjonalnych i psychicznych. Osoby z ADHD, między innymi, mogą doświadczać trudności ze skupieniem uwagi, organizacją działań oraz kontrolą swoich impulsów. Te trudności mogą prowadzić do dysfunkcji w wielu obszarach życia, takich jak edukacja, praca czy relacje interpersonalne. ADHD może być czynnikiem predysponującym do rozwoju innych problemów, w tym traumy i uzależnień. Trauma, będąca skutkiem katastroficznych przeżyć, potrafi doprowadzić do poważnych konsekwencji psychologicznych. Osoby doświadczające traumy mogą mieć trudności z regulacją emocji, odczuwaniem poczucia bezpieczeństwa oraz kształtowaniem zdrowych relacji z innymi. Trauma również może wpływać na funkcjonowanie mózgu i systemu nerwowego, co może nasilać objawy ADHD. Zaburzenia używania substancji mogą stanowić mechanizm ucieczki przed trudnościami emocjonalnymi związanymi z ADHD i/lub traumą. Zdarza się, że osoby poszukujące ukojenia i złagodzenia psychicznego bólu sięgają po substancje psychoaktywne, by tymczasowo zapomnieć o swoich problemach. Uzależnienia mogą pogłębiać traumę i negatywnie wpływać na przebieg ADHD.

WSPÓLNY MIANOWNIK
Wspólnym mianownikiem ADHD, traumy i zaburzenia używania substancji są szeroko pojęte trudności w przeżywaniu, regulowaniu, kontrolowaniu uczuć adekwatnie do aktualnego stanu rzeczy. Nie wystarczy, że pacjent nauczy się radzić sobie z chęcią picia, skoro wewnątrz nadal przeżywa uświadomione i nieuświadomione trudne stany emocjonalne. Założenie, że zaburzenie używania substancji „lubi przesiadać się na inne” substancje lub zachowania, może świadczyć o tym, że bez uporządkowania wnętrza człowiek nadal poszukuje swego rodzaju, chociaż chwilowego, ukojenia. W aktywnym używaniu substancji psychoaktywnych łączy się bezpośrednio z przykrymi konsekwencjami, które nadal potęgują trudności emocjonalne, a co za tym idzie koło potrzeby ukojenia zamyka się. Różnicując objawy ADHD i PTSD, otrzymujemy wskazówki do dalszej pracy i udzielenia adekwatnej pomocy. Bez szerokiego spojrzenia na trudności, z jakimi boryka się dana osoba i uchwycenia kontekstu, w jakim powstały, niemożliwe jest polepszenie jakości życia. Dlatego relacja z pacjentem i jego abstynencja to podstawowe czynniki umożliwiające dalszą pracę. Po rozpoczęciu i wydłużaniu się abstynencji człowiek ma możliwość coraz głębszego wglądu w siebie. Dzięki temu analiza doświadczeń życiowych w atmosferze poczucia bezpieczeństwa, zaufania i akceptacji wnosi w proces wątki, które po pewnym czasie mogą odpowiedzieć na pytania, co tu jest najważniejsze i co prosi o uwagę. Uporządkowanie wiedzy na swój temat w poczuciu spójności pozwala na dostrzeżenie ważnych zmiennych w obrębie własnej struktury Ja. Dzięki temu można dookreślić dalszy kierunek pracy terapeutycznej. W zależności od tego, czy wnioski skłaniają się na przykład w stronę ADHD, PTSD czy obu, można podjąć inne oddziaływania terapeutyczne, lepiej dopasowane do rzeczywistego stanu rzeczy. Dopiero doprecyzowanie historii życia pacjenta tworzy przestrzeń do wspierającej pracy. Pominięcie tych poszukiwań lub ograniczenie się do pracy jedynie z objawami uzależnienia ogranicza możliwości dotarcia do faktycznych źródeł pojawiającej się potrzeby „ucieczki” w substancje lub zachowania. Terapia skoncentrowana na równoczesnej pracy w tych trzech obszarach i przyjęcie perspektywy możliwości wzajemnego przenikania się objawów może przynieść korzyści w poprawie jakości życia. Konieczne jest również zrozumienie indywidualnych potrzeb i doświadczeń każdej osoby, by móc dostosować interwencje terapeutyczne do jej konkretnych potrzeb i celów terapeutycznych.

PAULINA
Było już po 14:00, do gabinetu wbiegła młoda kobieta (33 lata), na wejściu przepraszając za spóźnienie. Tłumaczyła od progu, że wyszła z domu o właściwej godzinie, ale dwa razy musiała wracać po telefon i klucze do firmy. Potem uciekł jej tramwaj, po tem pomogła starszej pani, której torba się rozdarła na ulicy, pozbierać zakupy. Pomyślałam od razu, że pewnie nie pierwszy raz się gdzieś spóźniła. Usłyszałam niemal zautomatyzowane usprawiedliwianie się, przepraszanie. Uśmiechnęłam się i powiedziałam, że każdemu może się zdarzyć. Zaczęła narzekać, że taka już jest i zawsze tak się dzieje, chociaż zawsze niechcący. Zapytałam, co sprawiło, że postanowiła się ze mną spotkać. Mówiła już do końca naszego spotkania. Słuchałam cierpliwie i notowałam w myślach ważniejsze wątki. Bardzo wyraźnie wybrzmiało, że bardzo krytycznie na siebie patrzy, uważa, że jest najgorsza, nic jej nie wychodzi i niczego nie umie. Słuchając jej, wyczułam trochę smutku, lęku, samotności, dezorientacji, poczucia winy, poczucia bezradności, bezsilności, wstydu, złości na samą siebie. Za wzór stawiała swoją starszą siostrę, od której całe życie była gorsza – zdaniem rodziców. Miała wiele trudności w każdej pracy, której się dotąd podjęła. Zapominała o spotkaniach, spóźniała się, nie wysyłała na czas ważnych maili, myliła się i ogólnie „nie dowoziła niczego”. Miała dużo trudności w relacjach z innymi ludźmi, kilka trudnych relacji z mężczyznami i kobietami zakończonych cierpieniem. Czuła się nieadekwatna, dziwna, bardzo samotna i nieszczęśliwa. Alkohol zaczęła pić w liceum. Początkowo z kolegami i koleżankami ze szkoły. Często chodziła na imprezy, piła, paliła marihuanę i jak twierdziła „to były jedyne chwile radości w życiu”. Aktualnie wypijała do dwóch butelek wina każdego dnia od wielu miesięcy, sama w domu. Nie założyła rodziny, nie miała stałej pracy. Nasilenie picia zauważyła w czasie pandemii i lockdownu. Zauważyła wtedy, że alkohol zaczęła pić właściwie od rana do nocy w małych ilościach. Z biegiem czasu coraz wyraźniej zauważała, że piła coraz więcej. Po pandemii próbowała się ograniczać, ale niewiele to zmieniało z taką różnicą, że piła od godziny 15:00. Z czasem zdała sobie sprawę, że nie może przestać. Czuła silną chęć picia alkoholu każdego dnia, przestało jej się chcieć gdziekolwiek wychodzić, bo najlepiej czuła się, siedząc w domu, pijąc wino i oglądając filmy. Często doświadczała obniżonego nastroju. Ostatnio zdarzało jej się ponownie rozpoczynać dzień od kieliszka wina, żeby poczuć się lepiej. Alkohol „pozwalał jej nie myśleć o wszystkich niezałatwionych sprawach, uspokoić umysł, odprężyć się i zasnąć”. Po dwóch miesiącach spotkań indywidualnych dołączyła do grupy wstępnej Podstawowego Programu Terapii Uzależnień. Program w naszej placówce trwa rok. W czasie spotkań grupy wstępnej pacjentka wyraźnie ograniczała ilość spożywanego alkoholu, coraz lepiej rozpoznawała sytuacje, w których czuła silną chęć napicia się alkoholu, stosowała rozmaite sposoby rozładowania napięcia w sposób bezpieczny, zaczęła rozpoznawać swoje potrzeby odpoczynku. Na kolejnych spotkaniach dopytywałam o następne wątki. W domu rodzinnym słyszała od rodziców przede wszystkim, że to źle, że nie jest taka, jak jej siostra, czyli spokojna, dobrze radząca sobie zawodowo, szanowana przez otoczenie. Paulina od najmłodszych miała poczucie, że jest gorsza od siostry, że nic jej nie wychodzi i nic z niej nie będzie. Matka często powtarzała, że jest zdolna, ale leniwa i niczego przez to w życiu nie osiągnie. Ojciec często krzyczał i groził, że kiedyś się wyprowadzi, jak tak dalej będzie. Opowiadała to z przygnębieniem, smutkiem i poczuciem winy. Siostra nigdy nie zwracała na nią uwagi, bo była zajęta nauką i czytaniem książek. Paulina od najmłodszych lat czuła, że nie pasuje do swojej rodziny, ale nigdy nie rozumiała, dlaczego nie jest w stanie żyć jak oni. Wielokrotnie podejmowała różne próby, żeby „być jak oni”, ale zawsze coś poszło nie tak. Nie lubiła siebie. W liceum, pijąc alkohol przestawała o tym myśleć i oddawała się zabawie ze znajomymi. Czuła się wtedy „normalna”, taka jak rówieśnicy. Była lubiana i miała powodzenie u chłopaków. Na wielu naszych spotkaniach mówiła bardzo dużo, skacząc z wątku na wątek, zapominając, o czym mówiła wcześniej. Jej mowa ciała była bardzo rozbudowana, a ilość pozycji, jakie przyjmowała w fotelu, momentami wywoływała we mnie poczucie zmęczenia fizycznego. Kiedy spóźniła się na kolejne spotkanie, nadal tłumacząc w napięciu, jak wiele spraw musiała jeszcze załatwić, poprosiłam ją, żeby usiadła wygodnie w fotelu i zamknęła oczy. Była zaskoczona, ale zastosowała się do prośby i przymrużyła oczy. Powiedziałam, że ma teraz chwilę na odpoczynek. Uśmiechnęła się i westchnęła. Obserwowałam ją w ciszy. Szybko zaczęła ruszać nogą, poprawiać włosy i wzdychać coraz głębiej. Zapytałam, co czuje. Jakby nagle zastygła, posmutniała na twarzy, zacisnęła oczy i zaczęła płakać. Podałam jej chusteczki i nic nie mówiłam. Płakała dłuższy czas. Kiedy się trochę uspokoiła zapytałam, o czym płacze. Z trudem wypowiadała pojedyncze słowa. Zaczęła od „nie wiem”. Płakała i mówiła, że nigdy nie mogła tak sobie posiedzieć spokojnie, nigdy nikt jej nie pozwolił płakać, nigdy nikt nie zapytał, o czym płacze. Zapewniłam, że tu, na naszych spotkaniach, nie musi się spieszyć, może płakać zawsze, jak tylko będzie miała na to ochotę, i że płacz jest dobrem, a ja czuję wdzięczność za to, że się nim ze mną podzieliła. Patrzyła na mnie, płacząc dalej i uśmiechając się delikatnie. Powoli uspokajała się. Pod koniec spotkania porozmawiałyśmy o tym, co według niej mogłoby pomóc, aby docierała na nasze spotkania trochę wcześniej. Bez większych trudności wymieniła parę punktów. Myślę, że to spotkanie zapoczątkowało naszą głębszą pracę. Przestała się spóźniać. Jak sama mówiła z radością, zaczęło jej zależeć na tym, żebyśmy miały więcej czasu na rozmowę. Stopniowo poznawałam ją coraz lepiej, coraz więcej ważnych wątków wplatało się w proces. Postrzegałam ją jako osobę, której trudno jest utrzymać koncentrację na jednym wątku, bardzo ruchliwą, wesołą i entuzjastyczną, ale i nierzadko w wyraźnie obniżonym nastroju bez możliwości uchwycenia konkretnego powodu. Miała trudności w trwaniu w relacjach z innymi ludźmi, organizacji pracy i realizacji zadań, wszystko wydawało jej się podobnie ważne i trudno jej było dokonać jakiejkolwiek priorytetyzacji tego, co najważniejsze w danym czasie. Jednak wiele trudności ustępowało zupełnie, kiedy opowiadała o tym, co ją fascynowało i było jej pasją. Z czasem zaczęło być dla mnie jasne, że warto będzie sprawdzić, czy ma ADHD. Po czterech miesiącach naszych spotkań i pracy w programie dotyczącym uzależnienia zaproponowałam, żeby spotkała się ze specjalistką diagnozującą ADHD. Ze swojej strony, oprócz dalszej realizacji programu, skupiłam się na wdrażaniu w naszą pracę niektórych technik zaczerpniętych z psychoedukacji ADHD. Diagnoza okazała się być formalnością. Z relacji Pauliny wynikało, że lekarka poprosiła o zaproszenie na spotkanie matki, której zadała wiele pytań dotyczących dzieciństwa i funkcjonowania w tym okresie. Pacjentka otrzymała również informację o możliwości wdrożenia farmakoterapii i zasadności wzięcia udziału w psychoedukacji. Nie chciała przyjmować leków, postanowiła dać sobie czas na oswojenie się ze swoją neuroatypowością. Chętnie natomiast zapisała się na spotkania z psychoedukacji ADHD. W dalszej pracy wspierałam ją i w związku z pracą nad zaburzeniem używania substancji i wdrażaniem rozmaitych technik radzenia sobie ze swoją dekoncentracją i impulsywnością emocjonalną. Po pewnym czasie zachęciłam również do poszukania aktywności fizycznej, która jest jedną z ważniejszych form rozładowywania napięcia psychofizycznego w ADHD. Stopniowo zaczęła wprowadzać w swoje życie różne zmiany. Jej proces nabierał tempa i coraz łatwiej było jej planować i realizować rozmaite działania. Z czasem coraz wyraźniej jej nastrój stawał się stabilniejszy, była znacznie spokojniejsza podczas spotkań, co zauważali też uczestnicy spotkań grupowych. Wyraźnie łatwiej jej przychodziło zarządzać codziennością, wywiązywać się z obowiązków zawodowych. Dzięki pracy nad zaburzeniem używania alkoholu nauczyła się, jak rozpoznawać sytuacje, w których przeżywa emocje, jakich dotąd nie chciała i nie umiała przeżywać. Teraz umiała już rozpoznać i nazwać daną emocję, odnaleźć potrzebę, jaka się pod nią kryła i podejmować działania zgodne ze sobą, swoimi możliwościami, zasobami i chęciami. Dzięki psychoedukacji ADHD coraz lepiej rozumiała, co się z nią działo. Wiedziała, dlaczego czasem niektóre zajęcia pochłaniały ją bez reszty, a za inne nie mogła się zabrać, mimo że rozumiała, iż powinna i chciałaby je wykonać. Umiała zadbać o czas i planowanie – co, kiedy i w jaki sposób zrobić, żeby zdążyć. Poznała i stworzyła wiele własnych sposobów na rozładowanie wewnętrznego napięcia w sposób bezpieczny.

FRANCISZEK
Na początku naszej znajomości Franciszek (39 lat) sprawiał wrażenie człowieka wesołego, pełnego energii, aktywnego zawodowo i sportowo, z rozległym poczuciem humoru. Dosyć szybko jednak zaczęło być dla mnie widoczne, że były to zachowania fasadowe, a pod spodem cierpiał w lęku, smutku i samotności. Jego zaburzenie używania alkoholu i kokainy wyraźnie dominowało we wszystkich sferach życia. Pracował za dużo, za mało czasu spędzał z rodziną, o czym wielokrotnie słyszał od swojej żony i syna, miał poważne problemy ze zdrowiem, zwłaszcza z zatokami. Jego życie społeczne sprowadzało się początkowo do częstych spotkań z kolegami, z którymi przyjmował duże ilości kokainy i alkoholu, a obecnie oprócz pracy, oraz ze względu na separację, tylko weekendów spędzanych z rodziną, nie spotykał się z nikim. Przyglądając się jego wielomówności, częstym ruchom ciała, wielowątkowości, napięciu, które mu zawsze towarzyszyło, trudnościach w koncentracji, zaczęłam się zastanawiać, z czego to może wynikać. Jedną z myśli było ADHD. Biorąc pod uwagę jego nadpobudliwość, trudności z koncentracją, impulsywność, lęki, zaburzenia snu, często obniżony nastrój, wycofanie z relacji, niską samoocenę, wiedziałam, że muszę poszukać głębiej ich źródła. Przyglądałam się wnikliwie jego pracy i czekałam na to, żeby osadził się w terapii, żeby wydłużył się okres jego abstynencji i pojawiło się więcej wątków o funkcjonowaniu w przeszłości. Im dłużej zachowywał abstynencję, tym wyraźniej było widać, że niektóre zachowania nasilają się. Pewnego dnia przyszedł na sesję i opowiedział o ataku paniki, który przeżył kilka dni wcześniej. Mówił o nim ze spokojem, bo znał to doświadczenie z odległej przeszłości bardzo dobrze. Nie mógł zrozumieć, z jakiego powodu nagle zaczął czuć się tak źle. Nie bez znaczenia wydał mi się fakt, że parę dni wcześniej, podczas spotkania grupowego, zgodnie z programem, czytał pracę dotyczącą relacji w rodzinie pierwotnej. W jego przypadku to okres pełny trudnych i przekraczających doświadczeń ze strony dorosłych. Zapytałam go, czy czuł ostatnio jakieś nieprzyjemne uczucia i czy napisał o nich w swoim notesie. Nie mógł sobie przypomnieć, więc poprosiłam o od-czytanie ostatnich wpisów z dziennika uczuć. Czekałam na opis czytania pracy na spotkaniu grupy. Franciszek w dwóch zdaniach opisał to doświadczenie, koncentrując się na wdzięczności wobec grupy za wysłuchanie go i uczuciu ulgi po przeczytaniu. Dopytałam, czy zapisał albo pamięta, co czuł w trakcie czytania pracy. Uciął szybko, że nic specjalnego oprócz napięcia nie czuł i nie pamięta. Poprosiłam, żeby przeczytał mi swoją ostatnią pracę grupową na kolejnym spotkaniu indywidualnym. Była to okrutna i dramatyczna, przekraczająca możliwości odbioru siedmioletniego chłopca, scena przemocy ojca wobec matki, której był świadkiem. Na tym spotkaniu zdałam sobie sprawę z tego, że oprócz ewentualnego ADHD Franciszek może cierpieć na zespół stresu pourazowego. W dalszej części pracy z nim uważnie przyglądałam się objawom, które wcześniej kojarzyłam przede wszystkim z ADHD, ale jak się okazało, bardzo wyraźnie pasowały również do PTSD. Zestawiając ze sobą przyczyny występowania różnych zaburzeń funkcjonowania u dzieci (za E. Odachowska i M. Woźniak-Prus „Psychologia wychowawcza 13/20218”), warto zwrócić uwagę, że podobny objaw zarówno ADHD, jak i PTSD ma znacząco różne źródło. Nadpobudliwość w ADHD wynika z uwarunkowań neurobiologicznych, w PTSD z obawy przed powtórzeniem się doświadczenia, stanu gotowości – wyczekiwania, wzrostu napięcia i drażliwości, obniżonej aktywności kory obręczy. Zaburzenia koncentracji uwagi w ADHD są uwarunkowane neurobiologicznie (niska odporność na dystraktory, problemy z hamowaniem reakcji automatycznych). W PTSD są wynikiem koncentracji na poszukiwaniu i rozpoznawaniu zagrożeń. Impulsywność w ADHD to uwarunkowane neurobiologicznie deficyty w zakresie hamowania reakcji. W PTSD jest to wynik nasilonej czujności, reakcje obronne, nadmierna reakcja na bodźce skojarzone z traumą itd. Bardzo istotne z punktu widzenia dalszej pracy terapeutycznej jest doprecyzowanie przyczyn występujących zaburzeń. Zarówno na etapie pracy podstawowej jak i pracy pogłębionej uchwycenie źródła trudności jest kluczowe. Franciszek na kolejnych spotkaniach niejednokrotnie nawiązywał do sytuacji opisanej w pracy o rodzinie. Dodatkowo otwarcie mówił o wielu innych sytuacjach, które w chwili zdarzenia były dla niego za trudne. Jego podstawowy sposób na radzenie sobie w dzieciństwie z tego typu sytuacjami sprowadził się do zamrażania się, „niebycia”. Niejednokrotnie w dalszym procesie obserwowałam, jak nagle w trakcie spotkania wyraźnie spuszczał wzrok, jakby kulił się w fotelu i przestawał mówić, kiedy poruszaliśmy wątki dotyczące przemocy, której był świadkiem. Z czasem rozmawialiśmy na bieżąco o jego reakcjach z ciała i uczuciach, jakie rozpoznawał. Pozwalał sobie na płacz, mówienie o niezgodzie na zaistniałe sytuacje, przeżywał smutek. Stopniowo rozpoznawał swoje granice i starał się reagować asertywnie na różne sytuacje. Uczył się powoli siebie, łącząc swoje reakcje z rzeczywistymi sytuacjami, coraz lepiej odróżniając je od wspomnień. Coraz łatwiej było mu nazywać to, co się z nim działo, i coraz częściej czuł spokój. Pod koniec podstawowego programu terapii, kiedy już dobrze radził sobie z rozpoznawaniem swoich uczuć, określaniem własnych potrzeb i dopasowywaniem działań do ich realizowania, obserwowałam u niego nieco mniej nasiloną nadpobudliwość ruchową, bardziej sporadyczne trudności w koncentracji, niższy poziom napięcia wewnętrznego, mniejszą impulsywność, a trudności z zasypianiem wyciszyły się. Dzięki pracy w oparciu o program terapii uzależnień, ale i zauważaniu jego traumatycznych doświadczeń z przeszłości, powstała przestrzeń na spotkanie się z wieloma ważnymi i determinującymi jego życie wątkami, faktami i doświadczeniami, z których się składał. Nazywając i przeżywając podczas terapii to, co było dla niego ważne, mógł, korzystając z dzisiejszych zasobów, poukładać swoją historię, na nowo ją przeżywając, wentylując napięcia i nabierając dystansu do tego, co było w nim głęboko ukryte, a potrzebowało jego uwagi i opieki.

ARTUR
Na koniec wspomnę jeszcze o pacjencie, który ukończył program leczenia uzależnień w naszej placówce ponad dwadzieścia lat temu. Po terapii przez wiele lat borykał się nadal z depresją. Podejmował różne próby leczenia, ale niestety bez efektów. Mniej więcej trzy lata temu postanowił sprawdzić, czy ma ADHD. Po diagnozie, psychoedukacji i farmakoterapii zaczął czuć się lepiej. Ze wzruszeniem opowiedział mi, że dopiero teraz czuje się w końcu dobrze. Zaburzenie używania substancji, depresja i ADHD. Na przestrzeni ponad dwudziestu lat dopiero zauważenie i przyjrzenie się tym trzem wymiarom pozwoliło mu poczuć ulgę i dobrostan.


Zarówno praca z Pauliną, jak i Franciszkiem nie ograniczały się do przedstawienia im specyfiki samego uzależnienia. W obu tych przypadkach samo zaznajomienie pacjentów z programem terapii uzależnień, bez uwzględnienia ich sposobu bycia, doświadczeń i ważnych składowych życia nie przyniosłyby wiele pożytku na dłużej. Z mojej wiedzy wynika, że obecnie nadal zachowują abstynencję i żyją w zgodzie ze sobą, kierując się uważnością na własne uczucia i potrzeby

Zobacz również

  • Skąd się to bierze?

    Jeśli mam kamień w bucie i nauczę się tak stawiać stopę, żeby nie czuć ucisku, niestety na skutek nierównej postawy zaczną boleć mnie stawy, mięśnie i z czasem…

    Czytaj dalej

  • Uwaga na uwagę

    ADHD interesuję się od dłuższego czasu. W maju tego roku miałam przyjemność uczestniczyć w dziewiątym Światowym Kongresie ADHD w Amsterdamie. Przez pięć dni od rana do wieczora…

    Czytaj dalej

  • Lekomania w Polsce

    Krąży temat opioidów w Polsce. Jak rozpoznać, że ktoś jest uzależniony od leków? Jakie są „czerwone flagi”? Najlepiej, żeby zrobił to specjalista. Jest wiele objawów wskazujących na uzależnienie,…

    Czytaj dalej

  • Dry January – czyli styczeń bez alkoholu

    Rozmowa z Dorotą Martą Woronowicz, specjalistką psychoterapii uzależnień. Zastanawiam się, skąd wziął się pomysł na Dry January – czyli styczeń bez alkoholu. Przypuszczam,…

    Czytaj dalej

  • Uzależnienie od alkoholu

    Uzależnienie od alkoholu/ zespół zaburzeń spowodowanych używaniem substancji rozwija się bardzo podstępnie, jest wyjątkowo zdradliwe i stąd niebezpieczne. Są jednak pewne sygnały ostrzegawcze, których znajomość…

    Czytaj dalej

  • Zachowania kompulsywne

    W ostatnich latach zapanowała moda na „uzależnienia” i wiele zachowań jest postrzeganych oraz ocenianych przez ten pryzmat. Wystarczy, że ktoś poświęca więcej niż inni czasu jakiejś…

    Czytaj dalej