Skąd się to bierze?

Jeśli mam kamień w bucie i nauczę się tak stawiać stopę, żeby nie czuć ucisku, niestety na skutek nierównej postawy zaczną boleć mnie stawy, mięśnie i z czasem trudno będzie stwierdzić, co jest faktycznym źródłem cierpienia. Masaże i fizjoterapia na chwilę pomogą, ale cierpienie będzie wracało. Gdy wnikliwie przyjrzymy się postawie, łatwiej będzie zobaczyć i zrozumieć, że problem zaczyna się tam, gdzie nadal tkwi kamień, a rozprzestrzeniony ból przejdzie na dłużej dopiero po usunięciu go i odpowiednich ćwiczeniach.


Niejednokrotnie osoby, z którymi pracuję, zachęcam do kontaktu z diagnostami ADHD i/lub PTSD. Szerokie spojrzenie na drugiego człowieka, poszukiwanie, dociekanie i właściwe rozpoznanie wydają się być podstawą do podjęcia wartościowej pracy z osobą z uzależnieniem. Z moich obserwacji wynika, że dopiero całościowe zobrazowanie tego, czego człowiek doświadczył w życiu od najmłodszych lat, pozwala na właściwy dobór oddziaływań terapeutycznych, które mogą faktycznie pomóc odnaleźć spokój i niejednokrotnie chęć do życia z poszanowaniem uczuć, potrzeb i możliwości. Ograniczanie się jedynie do pracy z uzależnieniem, bez szerszego kontekstu historii ludzkiego życia jest pracą niepełną, niedopasowaną do rzeczywistych potrzeb i trudności.

Z CZYM DO DRUGIEGO CZŁOWIEKA W GABINECIE?
Zacznijmy od próby uchwycenia samego nastawienia do osoby, która przychodzi do gabinetu w jakimś kryzysie. W tym momencie najważniejszy jest szeroko pojęty szacunek. Otwartość na to, o czym i w jaki sposób ten człowiek opowiada. Podczas rozpoznania zaburzenia związanego z używaniem substancji psychoaktywnej początkowo otrzymujemy informacje, kiedy i co człowiek przyjmował, na przestrzeni jakiego czasu i w jakich ilościach. To podstawowe informacje pozwalające zakwalifikować go do leczenia w ramach programu terapii uzależnienia. Ten trudny moment uznania, że zbyt wiele spraw wymknęło się spod kontroli, a dominującym działaniem stało się przyjmowanie substancji, stanowi pierwszy krok do podjęcia działań w kierunku zmiany na lepsze. Najczęstsze uczucia towarzyszące w tym czasie pacjentowi to brak nadziei, poczucie winy, lęk, złość, dezorientacja, wstyd itp. To, co zdaje się być najważniejsze w takich okolicznościach, to przyjęcie przez terapeutę człowieka z jego cierpieniem, akceptacja, brak oceny, troska i życzliwość. Taka postawa pozwala na rozpoczęcie budowania relacji terapeutycznej, która ma stanowić podstawę do dalszej, wspólnej pracy. Wypracowanie zaufania i poczucia bezpieczeństwa w relacji z terapeutą pozwala człowiekowi w kryzysie na doświadczenie poczucia ulgi i oparcia, a tuż za tym pojawić się może nadzieja na to, że zmiana jest w ogóle możliwa, a za nią odwaga do podjęcia działania. Sama w sobie nadzieja podparta opracowanym planem zdrowienia powinna skutkować określeniem celu, jaki człowiek chce osiągnąć. Mając wyznaczony cel, wiemy, dokąd kierować kolejne kroki. Koncentrując się na rozpoznawaniu uczuć, łączeniu ich z zaistniałymi sytuacjami i odczytując potrzeby, jakie za sobą niosą, coraz łatwiej jest poruszać się w codzienności i coraz trafniej odczytywać przyczynowo skutkowość. To z kolei pozwala na podejmowanie coraz trafniejszych działań pozwalających przybliżać się do celu. Z czasem człowiek wyraźniej rozumie, co się z nim dzieje i dlaczego. W miarę wydłużania się okresu niepicia, praktykowania uważności, rozpoznawania i nazywania uczuć powstaje swego rodzaju instrukcja obsługi siebie.

W GĄSZCZU PYTAŃ…
W trakcie nabywania bardziej precyzyjnych i adekwatnych sposobów odczytywania swoich uczuć, potrzeb i możliwości do podjęcia działania bardzo często odkrywamy, że niektóre reakcje na różne bodźce zewnętrzne i wewnętrzne wydają się jednak nieadekwatnie nasilone lub przeciwnie, ledwo zauważalne. Pacjenci rozumowo oceniają sytuacje jako bardzo ważne lub nieważne i jednocześnie dostrzegają, że ich przeżywanie emocji jakby nie pasuje. Tu rodzi się bardzo ważne pytanie, które wielokrotnie zadajemy sobie lub pacjentowi „O czym to jest?”. Dlaczego zwykłe, z boku wydawałoby się, neutralne doświadczenie przeżywane jest tak silnie, a intensywne doświadczenie prawie nie wywołuje
emocji? I tutaj pojawia się cały wachlarz kolejnych pytań. A co, jeśli dana reakcja emocjonalna lub jej brak wiąże się z traumatycznym doświadczeniem z przeszłości, które jakby „nadal szuka ujścia, ale nie zna właściwego adresu”? A co, jeśli mamy do czynienia ze specyficzną budową układu nerwowego, który poprzez swoją niestandardową konstrukcję, otoczony charakterystyczną jedynie dla siebie gospodarką hormonalną i możliwościami, reaguje na sytuacje w sposób dla siebie naturalny, a tak bardzo nieadekwatny dla innych? Tego rodzaju obserwacje, że pomimo wiedzy na temat uzależnienia i nabywaniu narzędzi pomagających radzić sobie w sytuacjach kryzysowych człowiek nadal cierpi
i czuje się nieadekwatny, skłaniają do dalszych poszukiwań i zadawania pytań „Z czego to wynika?”, „Skąd to się bierze?”, „Dlaczego nie wystarczy wiedzieć, żeby podejmować działania, które dany człowiek rozpoznaje jako korzystne?”, „Dlaczego nadal pije, skoro wie, że to zagraża?”.

MAMY TO!
W tym miejscu przechodzę do najważniejszej refleksji tego artykułu. Czy da się pomóc człowiekowi z uzależnieniem, który doświadcza stresu pourazowego (PTSD) bez wnikania w jego historię? Czy da się pomóc człowiekowi z ADHD bez doprecyzowania tego faktu? I w końcu, czy da się pomóc drugiemu człowiekowi bez doprecyzowania czy jego teraźniejsze trudności życiowe nie wynikają po części z ADHD lub PTSD? Być może PTSD wiąże się bezpośrednio z ADHD, a uzależnienie jest tylko tego efektem? ADHD, traumy i uzależnienia to trzy obszary, które znacząco wpływają na psychologiczne zdrowie człowieka. ADHD, czyli zaburzenie deficytu uwagi z hiperaktywnością, stanowi specyficzną kondycję neurobiologiczną, która przejawia się trudnościami z koncentracją, impulsywnością i nadmierną aktywnością. Trauma z kolei jest zdarzeniem, które przekracza zdolności radzenia sobie człowieka z daną sytuacją i może pozostawić trwały ślad. Zaburzenia używania substancji psychoaktywnych natomiast mogą stanowić sposób ucieczki od trudności emocjonalnych i psychicznych. Osoby z ADHD, między innymi, mogą doświadczać trudności ze skupieniem uwagi, organizacją działań oraz kontrolą swoich impulsów. Te trudności mogą prowadzić do dysfunkcji w wielu obszarach życia, takich jak edukacja, praca czy relacje interpersonalne. ADHD może być czynnikiem predysponującym do rozwoju innych problemów, w tym traumy i uzależnień. Trauma, będąca skutkiem katastroficznych przeżyć, potrafi doprowadzić do poważnych konsekwencji psychologicznych. Osoby doświadczające traumy mogą mieć trudności z regulacją emocji, odczuwaniem poczucia bezpieczeństwa oraz kształtowaniem zdrowych relacji z innymi. Trauma również może wpływać na funkcjonowanie mózgu i systemu nerwowego, co może nasilać objawy ADHD. Zaburzenia używania substancji mogą stanowić mechanizm ucieczki przed trudnościami emocjonalnymi związanymi z ADHD i/lub traumą. Zdarza się, że osoby poszukujące ukojenia i złagodzenia psychicznego bólu sięgają po substancje psychoaktywne, by tymczasowo zapomnieć o swoich problemach. Uzależnienia mogą pogłębiać traumę i negatywnie wpływać na przebieg ADHD.

WSPÓLNY MIANOWNIK
Wspólnym mianownikiem ADHD, traumy i zaburzenia używania substancji są szeroko pojęte trudności w przeżywaniu, regulowaniu, kontrolowaniu uczuć adekwatnie do aktualnego stanu rzeczy. Nie wystarczy, że pacjent nauczy się radzić sobie z chęcią picia, skoro wewnątrz nadal przeżywa uświadomione i nieuświadomione trudne stany emocjonalne. Założenie, że zaburzenie używania substancji „lubi przesiadać się na inne” substancje lub zachowania, może świadczyć o tym, że bez uporządkowania wnętrza człowiek nadal poszukuje swego rodzaju, chociaż chwilowego, ukojenia. W aktywnym używaniu substancji psychoaktywnych łączy się bezpośrednio z przykrymi konsekwencjami, które nadal potęgują trudności emocjonalne, a co za tym idzie koło potrzeby ukojenia zamyka się. Różnicując objawy ADHD i PTSD, otrzymujemy wskazówki do dalszej pracy i udzielenia adekwatnej pomocy. Bez szerokiego spojrzenia na trudności, z jakimi boryka się dana osoba i uchwycenia kontekstu, w jakim powstały, niemożliwe jest polepszenie jakości życia. Dlatego relacja z pacjentem i jego abstynencja to podstawowe czynniki umożliwiające dalszą pracę. Po rozpoczęciu i wydłużaniu się abstynencji człowiek ma możliwość coraz głębszego wglądu w siebie. Dzięki temu analiza doświadczeń życiowych w atmosferze poczucia bezpieczeństwa, zaufania i akceptacji wnosi w proces wątki, które po pewnym czasie mogą odpowiedzieć na pytania, co tu jest najważniejsze i co prosi o uwagę. Uporządkowanie wiedzy na swój temat w poczuciu spójności pozwala na dostrzeżenie ważnych zmiennych w obrębie własnej struktury Ja. Dzięki temu można dookreślić dalszy kierunek pracy terapeutycznej. W zależności od tego, czy wnioski skłaniają się na przykład w stronę ADHD, PTSD czy obu, można podjąć inne oddziaływania terapeutyczne, lepiej dopasowane do rzeczywistego stanu rzeczy. Dopiero doprecyzowanie historii życia pacjenta tworzy przestrzeń do wspierającej pracy. Pominięcie tych poszukiwań lub ograniczenie się do pracy jedynie z objawami uzależnienia ogranicza możliwości dotarcia do faktycznych źródeł pojawiającej się potrzeby „ucieczki” w substancje lub zachowania. Terapia skoncentrowana na równoczesnej pracy w tych trzech obszarach i przyjęcie perspektywy możliwości wzajemnego przenikania się objawów może przynieść korzyści w poprawie jakości życia. Konieczne jest również zrozumienie indywidualnych potrzeb i doświadczeń każdej osoby, by móc dostosować interwencje terapeutyczne do jej konkretnych potrzeb i celów terapeutycznych.

PAULINA
Było już po 14:00, do gabinetu wbiegła młoda kobieta (33 lata), na wejściu przepraszając za spóźnienie. Tłumaczyła od progu, że wyszła z domu o właściwej godzinie, ale dwa razy musiała wracać po telefon i klucze do firmy. Potem uciekł jej tramwaj, po tem pomogła starszej pani, której torba się rozdarła na ulicy, pozbierać zakupy. Pomyślałam od razu, że pewnie nie pierwszy raz się gdzieś spóźniła. Usłyszałam niemal zautomatyzowane usprawiedliwianie się, przepraszanie. Uśmiechnęłam się i powiedziałam, że każdemu może się zdarzyć. Zaczęła narzekać, że taka już jest i zawsze tak się dzieje, chociaż zawsze niechcący. Zapytałam, co sprawiło, że postanowiła się ze mną spotkać. Mówiła już do końca naszego spotkania. Słuchałam cierpliwie i notowałam w myślach ważniejsze wątki. Bardzo wyraźnie wybrzmiało, że bardzo krytycznie na siebie patrzy, uważa, że jest najgorsza, nic jej nie wychodzi i niczego nie umie. Słuchając jej, wyczułam trochę smutku, lęku, samotności, dezorientacji, poczucia winy, poczucia bezradności, bezsilności, wstydu, złości na samą siebie. Za wzór stawiała swoją starszą siostrę, od której całe życie była gorsza – zdaniem rodziców. Miała wiele trudności w każdej pracy, której się dotąd podjęła. Zapominała o spotkaniach, spóźniała się, nie wysyłała na czas ważnych maili, myliła się i ogólnie „nie dowoziła niczego”. Miała dużo trudności w relacjach z innymi ludźmi, kilka trudnych relacji z mężczyznami i kobietami zakończonych cierpieniem. Czuła się nieadekwatna, dziwna, bardzo samotna i nieszczęśliwa. Alkohol zaczęła pić w liceum. Początkowo z kolegami i koleżankami ze szkoły. Często chodziła na imprezy, piła, paliła marihuanę i jak twierdziła „to były jedyne chwile radości w życiu”. Aktualnie wypijała do dwóch butelek wina każdego dnia od wielu miesięcy, sama w domu. Nie założyła rodziny, nie miała stałej pracy. Nasilenie picia zauważyła w czasie pandemii i lockdownu. Zauważyła wtedy, że alkohol zaczęła pić właściwie od rana do nocy w małych ilościach. Z biegiem czasu coraz wyraźniej zauważała, że piła coraz więcej. Po pandemii próbowała się ograniczać, ale niewiele to zmieniało z taką różnicą, że piła od godziny 15:00. Z czasem zdała sobie sprawę, że nie może przestać. Czuła silną chęć picia alkoholu każdego dnia, przestało jej się chcieć gdziekolwiek wychodzić, bo najlepiej czuła się, siedząc w domu, pijąc wino i oglądając filmy. Często doświadczała obniżonego nastroju. Ostatnio zdarzało jej się ponownie rozpoczynać dzień od kieliszka wina, żeby poczuć się lepiej. Alkohol „pozwalał jej nie myśleć o wszystkich niezałatwionych sprawach, uspokoić umysł, odprężyć się i zasnąć”. Po dwóch miesiącach spotkań indywidualnych dołączyła do grupy wstępnej Podstawowego Programu Terapii Uzależnień. Program w naszej placówce trwa rok. W czasie spotkań grupy wstępnej pacjentka wyraźnie ograniczała ilość spożywanego alkoholu, coraz lepiej rozpoznawała sytuacje, w których czuła silną chęć napicia się alkoholu, stosowała rozmaite sposoby rozładowania napięcia w sposób bezpieczny, zaczęła rozpoznawać swoje potrzeby odpoczynku. Na kolejnych spotkaniach dopytywałam o następne wątki. W domu rodzinnym słyszała od rodziców przede wszystkim, że to źle, że nie jest taka, jak jej siostra, czyli spokojna, dobrze radząca sobie zawodowo, szanowana przez otoczenie. Paulina od najmłodszych miała poczucie, że jest gorsza od siostry, że nic jej nie wychodzi i nic z niej nie będzie. Matka często powtarzała, że jest zdolna, ale leniwa i niczego przez to w życiu nie osiągnie. Ojciec często krzyczał i groził, że kiedyś się wyprowadzi, jak tak dalej będzie. Opowiadała to z przygnębieniem, smutkiem i poczuciem winy. Siostra nigdy nie zwracała na nią uwagi, bo była zajęta nauką i czytaniem książek. Paulina od najmłodszych lat czuła, że nie pasuje do swojej rodziny, ale nigdy nie rozumiała, dlaczego nie jest w stanie żyć jak oni. Wielokrotnie podejmowała różne próby, żeby „być jak oni”, ale zawsze coś poszło nie tak. Nie lubiła siebie. W liceum, pijąc alkohol przestawała o tym myśleć i oddawała się zabawie ze znajomymi. Czuła się wtedy „normalna”, taka jak rówieśnicy. Była lubiana i miała powodzenie u chłopaków. Na wielu naszych spotkaniach mówiła bardzo dużo, skacząc z wątku na wątek, zapominając, o czym mówiła wcześniej. Jej mowa ciała była bardzo rozbudowana, a ilość pozycji, jakie przyjmowała w fotelu, momentami wywoływała we mnie poczucie zmęczenia fizycznego. Kiedy spóźniła się na kolejne spotkanie, nadal tłumacząc w napięciu, jak wiele spraw musiała jeszcze załatwić, poprosiłam ją, żeby usiadła wygodnie w fotelu i zamknęła oczy. Była zaskoczona, ale zastosowała się do prośby i przymrużyła oczy. Powiedziałam, że ma teraz chwilę na odpoczynek. Uśmiechnęła się i westchnęła. Obserwowałam ją w ciszy. Szybko zaczęła ruszać nogą, poprawiać włosy i wzdychać coraz głębiej. Zapytałam, co czuje. Jakby nagle zastyg